czwartek, 28 sierpnia 2014

"Tajemnice kryształów" - fotorelacja z minilabu fizycznego w CN Kopernik

.


Całkiem niedawno pisałam o zimowym minilabie chemicznym, na którym moja córka była w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie,
a dziś chcę Wam przedstawić fotorelację z wakacyjnego* minilabu fizycznego pt. "Tajemnice kryształów".
Tym razem byłam razem z córką ;-)


W wakacje 45-minutowe minilaby odbywają się prawie codziennie, w ciągu roku szkolnego tylko w weekendy.
Program zmieniany jest co jakiś czas, aktualne tematy można sprawdzić na podstronie: laboratoria.



W laboratorium fizycznym latem królowały  kryształy.


Sprawdziłyśmy, że niektóre kryształy "wyświetlają" tekst** na sobie:




Dowiedziałyśmy, czy szkło jest kryształem.




I czy krystalizacja musi trwać długo.




 Sprawdziłyśmy, które kryształy świecą.




Dowiedziałyśmy się, co wspólnego z kryształami mają druciki na ostatnim zdjęciu.



Oglądałyśmy model kryształu soli.
Robiłyśmy mikroskopowe zdjęcia kryształom soli, cukru i piasku ;-)




Po minilabach dołączyła do nas koleżanka córki,
z którą na tym wspaniałym naukowym placu zabaw bawiłyśmy się aż do wieczora :-)


Z niecierpliwością czekamy na nowe tematy minilabów w CN Kopernik :-)





* Bo mu uczymy się nawet w wakacje ;-)
Pisałam o tym tu: o-wakacyjnej- edukacji

** Tekst na ulotce na zdjęciu ciekawy - poczytajcie ;-)




.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Co robić z naklejkami? Naklejkowa książeczka

.


Czy Wasze dzieci lubią naklejki?
Zbierać.
A robią z nimi potem?

Moja córka zawsze uwielbiała naklejki 
(większość jej kolekcji przedstawia koty, co nikogo chyba nie dziwi ;-)

Dostawała je od lekarzy, od koleżanek, od znajomych, w końcu ode mnie ;-)
Większość z nich przyklejała w łazience na kafelkach
oraz na wyznaczonym jednym boku regału w jej pokoju.
Przyznam szczerze, że sama zachęcałam ją do naklejania.
Przyznam też, że w którymś momencie chciałam się tych naklejek pozbyć
(niektóre były w opłakanym stanie, poza tym zrobiło się już trochę ciasno)
i tu napotkałam dwa problemy:
1) dzięcię było do nich bardzo przywiązane (niektóre były nagrodami...),
2) jak się pozbyć tego kleju i tych strzępków papieru?


A Wy? Pozwalacie dzieciom przyklejać naklejki?
A gdzie pozwalacie i na jak długo?
I co potem (czytaj: jak pozbyć się tego kleju)?



Jo. znalazła taki: sposób na naklejki.
Frajda podaje kilka "zabaw" z naklejkowymi zwierzętami


A ja chciałam się pochwalić swoim pomysłem ;-)
Przypomniał o sobie sam:
Oprócz zwykłej-niezwykłej kolorowanki w czeluściach swoich szuflad moja córka znalazła
naklejkową książeczkę.


Plastikowa okładka-segregator formatu A5. W niej przezroczyste koszulki.
W każdej koszulce kartka na której córka narysowała / nakleiła odpowiednie tło.
A na wierzchu każdej koszulki można już naklejać ukochane naklejki.
Z foliowej koszulki łatwo naklejkę odkleić i ewentualnie przykleić w innym miejscu.





Genialne, prawda? ;-)




.

Zwykła kolorowanka?

.



Robiąc porządki w swoich szufladach, córka znalazła wydrukowaną* kiedyś kolorowankę,
której z jakiegoś powodu nigdy dotąd nie pokolorowała.

Nieco sfatygowana i pożółkła, ale uruchomiła w mojej córce wyobraźnię.
Oto efekt:



Ale to nie jest zwykła kolorowanka, o nie!
Jak myślicie, co przedstawiała kolorowanka, zanim moja córka sięgnęła po kredki?

Odpowiedź znajduje się u źródła, czyli pod linkiem na samym dole tego posta (z gwiazdką*).
Sprawdźcie ;-)

Już?
Jesteście zaskoczeni? ;-)




Przy okazji przypomnę, że o rozwijaniu wyobraźni plastycznej pisałam w Bajdocji tutaj i tu też.



* Kolorowanka pochodzi z bloga: beccysplace




.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sok marchwiowo-jabłkowy, czyli o... podziale obowiązków ;-)

.



Córka obiera marchewki.
Mąż obiera jabłka.
Ja wszystko kroję na małe kawałki,
które córka wrzuca do sokowirówki.
Ja myję sokowirówkę.
Wszyscy pijemy pyszny sok marchwiowo-jablkowy (z pianką) :-)


Tak lubię najbardziej :-)

Taki sok i taki podział pracy ;-)


A inne obowiązki?
Zanim zdecydowaliśmy się na edukację domową,
często zastanawiałam się, jak pogodzić prowadzenie domu, uczenie córki, posiadanie dwóch kotów, pracę i odpoczynek.
O to samo pytają mnie czasem w mailach "chętni na ED". Odpowiadam, że decyzja o edukacji domowej musi być podjęta przez całą rodzinę. Bo czasem bywa trudno. Czasem potrzeba wsparcia psychicznego, zawsze potrzebny jest dobry* podział obowiązków ;-)
Zwykle to jeden rodzic jest głównoedukujący i zwykle nie pracuje, czasem ten drugi "bierze na siebie" jeden-dwa przedmioty szkolne,
bo np. jest w tym lepszy ;-)
Dobrze jest, gdy ten drugi czasem dziecko gdzieś zabierze / zajmie czymś, a wtedy ten pierwszy ma szansę na oddech ;-)

A my?
Gotujemy... różnie (na zmianę, wspólnie, od czasu do czasu**),
wspólnie na bieżąco robimy "listę zakupów",
wspólnie jeździmy na duże zakupy raz na jakiś czas.
Mąż robi większość zakupów codziennych i zmywa większość garów (nie mamy zmywarki),
mąż uczy córkę obsługi komputera i geografii, chodzi z nią do CN Kopernik i razem jeżdżą na rowerach.
Ja uczę córkę wszystkich pozostałych rzeczy, wybieram, kupuję / wypożyczam i czytam jej książki /oglądam z nią filmy,
organizuję wszystkie zajęcia w domu dla grupy dzieci (prowadzone prze fachowców), dogrywam wszystkie zajęcia córki poza domem
i wożę ją na nie, organizuję jej kontakty społeczne, dbam o czystość i porządek w domu oraz wszystkie sprawy i terminy związane z nauką
i zdrowiem (naszym i kotów), czasem zmywam.
Córka uczy się, dba o porządek w swoim pokoju, co najmniej raz w tygodniu odkurza w nim, ściele swoje łóżko rano i wieczorem (przy naszej niewielkiej pomocy), pomaga w prostych czynnościach w kuchni, uprząta stół po posiłkach, przygotowuje (lub przypomina o przygotowaniu) wszystkie swoje rzeczy potrzebne jej w domu i poza domem (na spacerze, na zajęciach sportowych, u koleżanki itp. - dba nie tylko o ubranie i obuwie, także o wafle do pogryzania, czy wodę do picia), jest gospodynią w czasie wszelkich zajęć dla grupy dzieci w naszym domu.
Czy o czymś zapomniałam? ;-)




* "Dobry" dla każdej rodziny może oznaczać coś innego ;-)

** Koniecznie musimy to zmienić!
Może zaplanowanie menu na tydzień coś pomoże?
Spróbujemy od września ;-)



.


sobota, 23 sierpnia 2014

"Pętle vel rury" - łamigłówka-układanka

.



Lubimy sobie zabawki-samoróbki
chociaż nie gardzimy i tymi ze sklepu ;-)


Dawno, dawno temu zrobiłam łamigłówkę-układankę "Ramki vel rury".
Nadal wydaje nam się trudna, a chciałam zrobić coś jeszcze trudniejszego ;-)

I tak powstała łamigłówka-układanka "Pętle vel rury":


Okazała się łatwiejsza od poprzedniej,
ale i tak dużo radości sprawiło nam jej układanie (a mnie dodatkowo przygotowanie) ;-)

Puzzle nie są laminowane, tylko podklejone cienką tekturką.



.

piątek, 22 sierpnia 2014

Szukamy żelaza (1) - bananowe placuszki z płatkami owsianymi

.


Moja córka ma za mało żelaza we krwi :-(

Prawdopodobnie z powodu diety.
Jakiś czas temu prawie odmówiła jedzenia mięsa :-(

Dodatkowo ja mam kulinarne opory i znalazłyśmy się w kropce...
Co robić, co robić? Może blogowanie mnie/nas zmotywuje?
Rozpoczynam akcję "Szukamy żelaza" ;-)
Ktoś się włączy? Zapraszam :-)



Dla "królowej linków" ;-) pierwsze źródło informacji to - oczywiście - internet ;-)
Znalazłam listy produktów zawierających żelazo, ale porównując je wykryłam znaczące różnice.
I komu tu wierzyć? Dietetykowi lub lekarzowi, rzecz jasna ;-)

Gdzieś wyczytałam, że żelazo jest w płatkach owsianych,
potwierdzenie znalazłam tu: eko-idea.
Pod linkiem kryje się wywiad z dietetyczką, wychwalający płatki owsiane w ogóle
(nie tylko ze względu na obecność żelaza)!


No to do dzieła!

Lubimy owsiankę, owszem, chociaż wolimy gryczankę.
No dobra, będziemy jeść gryczanko-owsiankę ;-)
Do czego jeszcze można dodać płatki owsiane?

Przypomniałam* sobie już wypróbowane przez nas bananowe-placuszki i postanowiłam nieco zmodyfikować przepis.

Jak wcześniej:
obrałyśmy dwa banany,
umyłyśmy i rozbiłyśmy 4 jaja**.
Roztrzepałyśmy widelcem jedno z drugim.
W tzw. międzyczasie namoczyłam miseczkę płatków owsianych błyskawicznych w przegotowanej ciepłej wodzie (ok. 10 minut),
a tak namoczone płatki dodałyśmy do bananowo-jajecznej masy.
Ale nie przywiązujcie zbyt wielkiej wagi do pojemności tej miseczki - następnym razem namoczę dużo więcej - bo w trakcie smażenia kilkakrotnie dosypałam płatki prosto z torebki ;-)

Smażyłam na oliwie z oliwek miniaturowe placuszki  na jeden kęs (na patelnię nakładane łyżeczką do herbaty).
Uwaga: szybko się przypalają!

Córka jadła te placuszki bez żadnych dodatków,
ja tym razem z jogurtem naturalnym i konfiturą wiśniową:


Mniam ;-)





* Siostro, chyba niechcący wysłałam Ci tę myśl ;-)

** Żółtka jaja też podobno zawierają żelazo.





.

Kolejny Kot (z T-shirta ;-)

.


Kotów Ci u nas dostatek ;-)
Jeden mniej, jeden więcej - nie robi różnicy...

Jak to nie robi? Jasne, że robi!
Ten kot musiał "zaistnieć", inaczej być nie mogło...



A było to tak:

Znajoma, która zna naszą słabość do kotów,
podarowała kiedyś córce ciemnoszary T-shirt z wizerunkiem kociaka na przodzie.
Ale to było dawno, dawno temu...
Córka z bluzeczki wyrosła, ale rozstać się z nią nie chciała...

A ja mam nożyczki i maszynę do szycia :-)
Dalszy ciąg historii na zdjęciu ;-)

Widać nitki od wyprzytulania?




Kot ma na imię "T" (czytaj: Ti ;-)
Zgadnijcie, dlaczego ;-)



.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Młynek (rozbudowany) - gra planszowa

.


W poście o wakacyjnej edukacji zapowiedziałam, że napiszę o naszym graniu w planszówki.

Do tej pory królowały u nas gry-łamigłówki jednoosobowe
(takie jak antywirussafarikot-i-mysz, czy robaczkowe-sudoku).

Raczej mało było gier planszowych (jedna z nich tu: gra-rodzinki, druga tu: było-sobie-życie).

Zdarzyło się, że córka sama stworzyła grę planszową z-klockow-lego
lub pudełka i klocków PUS (napiszę kiedyś o tym),
ale w typowe planszówki w domu graliśmy mało...
Dlaczego?
Czyżby strach przed przegrywaniem? ;-)
A może brak własnych gier planszowych (drogie są, oj drogie)?
Pewnie jedno i drugie...

Ale ostatnio to się zmieniło!
I nie mam na myśli naszej mankali, chociaż niektórzy nazywają ją grą planszową (np. tu: mankala ;-)

W co gramy? Och, dużo tego ostatnio, całkiem dużo ;-)
Dzięki kolejnym okazjom córki (urodziny, imieniny, gwiazdka, Dzień Dziecka) wzbogaciliśmy* się o różne gry planszowe,
które kiedyś zaprezentuję w Bajdocji, bo warto ;-)
Ale nie dziś ;-p
Bo dziś znowu o grze-samoróbce z nakrętek ;-)
Bo my kochamy nakrętki ;-)
Tzn. nie nakrętki same w sobie, ale możliwości jakie dają ;-)



Nasza plansza do gry młynek powstała z pudełka po pizzy.
Pionki to - oczywiście - nakrętki ;-)
My gramy w młynek rozbudowany.

Wersja klasyczna - młynek podwójny (często nazywany po prostu młynkiem**) - ma planszę jak na zdjęciu poniżej:


Ta piękna czarno-pomarańczowa plansza znajduje się w książce 
Zdzisława Nowaka "Mu-torere, do-guti i inne. 50 gier na kolorowych planszach"

Grałyśmy na niej naszymi nakrętkami, ale podejrzewałam, że młynek rozbudowany daje więcej kombinacji,
więc namówiłam córkę na stworzenie własnej planszy.


O młynku rozbudowanym (i planszy do niego) pisze Lech Pijanowski w książce "Przewodnik gier" 
(stamtąd: prawe zdjęcie powyżej) i ona posłużyła nam jako wzór.



Młynek to bardzo stara i - mimo prostych zasad - niełatwa*** gra.
Zachęcam jednak do "spróbowania" ;-)

Nie będę Was tu zanudzać opisem reguł, bo te można znaleźć w necie, np. tu: kurnik.

A tu można zagrać online tu: giercownia, ale uważam, że nic nie zastąpi realnej planszy....





Gdyby producent / dystrybutr gier zechciał przekazać nam egzemplarz recenzencki jakiejś ciekawej gry,
to zapraszam do kontaktu: bubabajdocja@gmail.com :-)




* Dziękujemy prezentodawcom :-)

** Wiarygodne źródła podają, że 
młynek nie_podwójny jest inny, z inna planszą i mniejszą liczbą pionków ;-)

*** Polecam artykuł: Penszko "Młynkując"




.

środa, 20 sierpnia 2014

Łamigłówki z zapałkami (4)

.


Czwarta porcja łamigłówek z zapałkami przed Wami
(najpierw rozwiązała je moja córka) ;-)


Poprzednie części tu:

łamigłówki-z-zapałkami-1

łamigłówki-z-zapałkami-2

łamigłówki-z-zapałkami-3



W każdym działaniu trzeba tak przełożyć tylko jedną zapałkę,
aby otrzymać prawdziwe równości.



Łamigłówka 13.





Łamigłówka 14.





Łamigłówka 15.






i na deser* nieco inna Łamigłówka 16. (bez zdjęcia)

Z trzech zapałek (bez łamania) zrób cztery ;-)







* Deser tylko na dzisiaj, bo do końca łamigłówek dalekooooo ;-)




.

"Woda" - sprawozdanie z minilabu chemicznego w CN Kopernik

.


Centrum Nauki Kopernik w Warszawie to jedno z ulubionych miejsc mojej córki.
To taki naukowy plac zabaw ;-)


Od roku CN Kopernik prowadzi zajęcia zwane minilabami
(chemiczny, fizyczny, biologiczny i robotyczny).
Uczestnik musi mieć co najmniej 9 lat i świetnie się złożyło, bo moja córka we wrześniu 2013 roku skończyła 9 lat.
W ciągu roku szkolnego minilaby odbywają się tylko w weekendy, natomiast w ferie i wakacje codziennie prócz poniedziałków.
Moja córka była już na kilku takich zajęciach (ze swoim tatą).
Za każdym razem była podekscytowana do wieczora i z przejęciem opowiadała co, czym, czego i dlaczego ;-)

Postanowiłam to wykorzystać i połączyć jej chęć opowiedzenia mi wszystkich szczegółów
z nauką pisania sprawozdań i nauką obsługi komputera.
Efekt poniżej:
jej sprawozdanie z minilabu chemicznego o wodzie,
w którym uczestniczyła w ostatnie ferie zimowe
(a sprawozdanie napisała w ciągu miesiąca po minilabie).


Najpierw wszystko napisała ręcznie, a potem przepisała na komputerze.
Zrobiłam korektę, którą uwzględniła ;-)
Przy opisie eksperymentów posłużyła się "Dziennikiem laboratoryjnym",
który dostała na zajęciach oraz własną pamięcią ;-)



Oddaję głos córce:



W sobotę byłam w Centrum Nauki „Kopernik” na Minilabie chemicznym.
Zrobiłam trzy doświadczenia, ale najpierw poznałam zasady zachowania w laboratorium chemicznym.

Zasady:
Przez cały czas nosimy: rękawiczki, fartuch, okulary.
W laboratorium nie jemy, ani nie pijemy.
Wszystkie doświadczenia robimy zgodnie z instrukcją.
Na stanowisku pracy zachowujemy czystość.


To już wszystkie zasady.
Czas na doświadczenia.


Doświadczenie I. Pływa - tonie

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- alkohol skażony,
- olej spożywczy,
- kostka lodu leżąca na szkiełku,
- cylinder miarowy.

Wykonałam to doświadczenie tak:
Tata wlał do cylindra ok. 30 ml oleju, a następnie (po ściance cylindra) ok. 15 ml alkoholu.
Powstały dwie warstwy cieczy.
Potem ja delikatnie wrzuciłam kostkę lodu i obserwowałam.

Co się stało?
Lód zanurzył się w oleju, ale nie poszedł na dno. Górna część lodu dotykała alkoholu.
Po chwili lód się rozpuścił, a powstała woda poszła na dno.



Doświadczenie II. Co z tą wodą?

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- woda destylowana,
- kamyki wrzenne,
- kruszony lód,
- kolba stożkowa z nakrętką,
- statyw,
- rękawice ochronne,
- termometr.

Wykonałam to doświadczenie następująco:
Wlałam do kolby ok. 150 ml wody, a potem wrzuciłam 4 kamyki wrzenne.
Następnie włączyłam kuchenkę, a tata postawił kolbę na kuchence.
Gdy woda w kolbie zaczęła wrzeć, wyłączyłam kuchenkę.
Tata zakręcił kolbę, odwrócił do góry dnem i włożył w statyw, a ja położyłam na kolbę kilka kostek lodu.
Obserwowałam.

Co się stało?
Po położeniu lodu na kolbie woda w kolbie zaczęła wrzeć.
Potem tata odkręcił kolbę i włożył do środka termometr.
Oczywiście termometr pokazał wysoką temperaturę, aż 83 stopni C.                                                   


Doświadczenie III. Rozkładamy wodę

Oto rzeczy, które przygotowałam:
- aparat Hoffmana,
- zasilacz z krokodylkami,
- probówka,
- zapalniczka,
- drewniane łuczywko,
- klamerka z rączką.

Wykonałam to doświadczenie tak:
Włączyłam aparat Hoffmana i obserwowałam.

Co się stało?
Woda, która była w rurkach aparatu zaczęła rozdzielać się na wodór i tlen.
Każdy gaz był w innej rurce.

Badanie gazu:
Po pewnym czasie wyłączyłam aparat Hoffmana. Złapałam klamerką probówkę.
Tata przystawił odwróconą probówkę do rurki, w której było więcej gazu.
Następnie odkręcił kurek, a po chwili go zakręcił.
Potem odsunął probówkę od rurki i podpalił gaz, który był w tej rurce.

Co się stało? 2
Po podpaleniu gaz wydał dźwięk podobny do szczeknięcia. Tym gazem był wodór.

Badanie gazu 2
Tata rozpalił łuczywko, potem je zdmuchnął, więc się żarzyło.
Przystawił łuczywko do drugiej rurki i odkręcił kurek.

Co się stało? 3
Łuczywko zaczęło się palić. A zatem w tej rurce był tlen.



.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...