czwartek, 23 października 2014

Dzielenie pisemne (2) z zerami

.



Po łatwiejszych przypadkach dzielenie-pisemnego pora na nieco trudniejsze, z zerami.
Do dzieła!

Jak poprzednio potrzebne będą: kolorowe karteczki, plastikowe rurki i myśląca głowa ;-)
I jak poprzednio przykłady pochodzą (albo są inspirowane na przykładach) z książki "Matematyka w segregatorze, klasa 4".

Wszystkie poniższe przykłady rozwiązała moja córka.
Rozmawiałyśmy przy tym o tym, których zer zapisywać nie trzeba, a które trzeba.
Wspomniana wyżej książka nieźle to tłumaczy.



Przykład 6.
Liczba czterocyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Dwukrotnie pojawia się dzielenie liczby dwucyfrowej przez jednocyfrową.
Wynik ostateczny bez reszty, ale za to z zerem w zapisie.




Przykład 7.
Liczba pięciocyfrowa (z zerem w zapisie) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Dwukrotnie pojawia się dzielenie liczby dwucyfrowej przez jednocyfrową.
Wynik ostateczny bez reszty, ale za to z dwoma zerami w zapisie.





Gdyby chcieć zapisywać wszystkie zera, które pojawiają się "po drodze" (a można je zapisywać),
to zapis całego dzielenia pisemnego znacznie by się wydłużył (a po co?).


Przy okazji pogadałyśmy z córką o sprawdzaniu dzielenia. Jak? Mnożeniem ;-)





.

wtorek, 21 października 2014

Dzielenie pisemne (1)

.


Po pisemnym dodawaniu, odejmowaniu i mnożeniu przyszła pora na najtrudniejsze: pisemne dzielenie.

Kolorowe karteczki, plastikowe rurki i myśląca głowa - oto potrzebne akcesoria.
No to jedziemy ;-)
I stopniujemy trudności ;-)

Ostateczne wyniki znajdują się nad czarnymi rurkami.



Przykład 1.
Liczba dwucyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Tak naprawdę: kilkakrotne dzielenie liczby jednocyfrowej przez liczbę jednocyfrową.
Wszystkie wyniki (w tym ostateczny) bez reszty.



Przykład 2.
Liczba trzycyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Tak naprawdę: kilkakrotne dzielenie liczby jednocyfrowej przez liczbę jednocyfrową.
Wszystkie wyniki (w tym ostateczny) bez reszty.




Przykład 3.
Liczba trzycyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Pojawia się reszta z jednego dzielenia, a potem dzielenie liczby dwucyfrowej przez jednocyfrową.
Wynik ostateczny bez reszty.



Przykład 4.
Liczba trzycyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Dwukrotnie pojawia się reszta z dzielenia, a potem dzielenie liczby dwucyfrowej przez jednocyfrową.
Wynik ostateczny bez reszty.




Przykład 5.
Liczba trzycyfrowa (bez zer) dzielona przez liczbę jednocyfrową.
Dwukrotnie pojawia się reszta z dzielenia, a potem dzielenie liczby dwucyfrowej przez jednocyfrową.
Wynik ostateczny bez reszty.



Wszystkie przykłady* rozwiązała moja córka.
Nie okazało się to dla niej trudne ;-)
Gdy zrozumiała, o co chodzi (a stało się to w trakcie rozwiązywania 1. przykładu),
to potem poszło gładko ;-)



* Przykłady zaczerpnęłam z książki "Matematyka w segregatorze. Klasa 4" J. i J. Bednarczuk, wydawnictwa Nowa Era
(o której wspomniałam już tu: liczba-pi, tu: kąty i tu: sześcian).
Z tej książki korzystałam także tłumacząc córce, dlaczego dzielenie pisemne odbywa się tak, a nie inaczej.
Tu w wielkim skrócie** napiszę, że chodzi o dzielenie setek, dziesiątek, jedności ;-)


** Nie chcę przepisywać książki ;-p



.

sobota, 18 października 2014

"Dobble" - gra towarzyska

.


Kolejna gra, którą uwielbia moja córka i którą otrzymała od koleżanki*.
Ma bardzo, bardzo proste zasady (gra, nie koleżanka ;-)

Oto "Dobble" wydawnictwa Rebel:


Nieduże metalowe pudełko, a w nim okrągłe karty.
Na każdych dwóch kartach  można znaleźć ten sam symbol (jeden jedyny) w tym samym kolorze
(często symbole różnią się wielkością, co znacznie utrudnia sprawę...).
Chcecie przykład?
Proszę bardzo, oto przykłady:
na poniższym zdjęciu (od lewej):
karty pierwsza i druga mają symbol: usta,
karty druga i trzecia mają symbol: młotek,
........ trzecia i czwarta mają symbol: butelka,
........czwarta i piąta ......................: księżyc,
....... piata i szósta......................... : kluczyk,
dwie ostatnie karty mają symbol: pytajnik.
Gra polega na szukaniu jednakowych symboli.


Instrukcja zawiera opis 5 wariantów gry, ale zawsze chodzi o szukanie jednakowych symboli ;-)
Kto szybciej znajdzie? 
I kto szybciej wypowie nazwę?
A język się plącze od tego tempa i emocji ;-)

Chcecie zobaczyć, jak to wygląda? Zerknijcie tu (zaczynając od czasu 3:22**): youtube.

Wydaje się Wam to łatwe?
A chcecie sprawdzić osobiście? Można to zrobić tu: blueorangegames
I co? Łatwe? ;-)



Świetna gra towarzyska!
Sprawdziliśmy i z dziećmi, i z dorosłymi :-)
Polecamy!





* Fajnie mieć takie koleżanki ;-) 
Dziękujemy :-)

** Wcześniejsze minuty filmu zawierają recenzję gry (m.in. krytykę wiotkości kart).





.

piątek, 17 października 2014

"Pędzące żółwie" - gra planszowa

.



"Spiesz się powoli", zwłaszcza, gdy nie chcesz pokazać, kim jesteś :-)
To mogło by być hasło marketingowe gry planszowej, której moja córka jest wielką fanką.
Proszę państwa, oto żółwie pędzące do sałaty*.


Sałata namalowana, żółwie drewniane.
Droga na planszy krótka, ale nie myślcie sobie, że wyścig jest krótki. Co to, to nie!
Każdy żółw pędzi do sałaty, ale czasem jakaś "pomocna dłoń" każe mu się cofnąć!


Z tym pędzeniem to oczywiście ironia,
żółw może przesunąć się co najwyżej dwa pola do przodu, albo jedno pole - o zgrozo - do tyłu.
Kto o tym decyduje? Gracze!
Ale uwaga, uwaga: nikt nie wie, jakim żółwiem porusza się przeciwnik! Każdy zna kolor tylko swojego żółwia i oczywiście nie chce
tego nikomu zdradzić. Dlatego czasem porusza się cudzym żółwiem, a czasem własnego żółwia cofa. Emocjonujące?
Żeby nie było zbyt prosto, ale za to ciekawie, decyzję o ruchu każdy gracz podejmuje patrząc w swoje karty (z plusami, minusami, kolorami). Bywa, że żółw włazi sąsiadowi na grzbiet. Co wtedy? Ach, najchętniej wytłumaczyłabym zasady podczas rozgrywki ;-)
Tymczasem polecam recenzję gry tu: recenzjum

Tu zaś możecie zagrać online: krainaplanszowek

I nie myślcie, że to gra tylko dla maluchów.
Moja córka grała z 19-24-letnimi chłopakami i  wszyscy świetnie się bawili! Zwłaszcza, gdy zmienili reguły gry,  np. wygrywa nie pierwszy, tylko ostatni na mecie ;-)



* Pełna nazwa gry to: "Pędzące żółwie. Wyścig do sałaty". Wydał ją Egmont.
Córka dostała ją jeszcze przed wakacjami od koleżanki. To świetny prezent! Dziękujemy ;-)
Polecamy!


.

czwartek, 16 października 2014

Rozszerzanie się przydaje, czyli o... porównywaniu ułamków zwykłych ;-)

.



Trenujemy ułamki zwykłe ;-)

Wydaje się, że całkiem niedawno córka porównywała ułamki z całością,
a już dziś musi nie tylko powiedzieć, czy dany ułamek jest większy od jednej całości,
ale także: czy może jest większy od dwóch całości albo nawet trzech....

Co prawda umiejscawiała już ułamki na osi
(o, nawet na kilku osiach; linki do wszystkich zebrane tu: osie liczbowe),
ale dziś stanęła przed jeszcze poważniejszym zadaniem.
Pomocna okazała się umiejętność rozszerzania ułamków (tu kilka linków na ten temat: rozszerzanie i nie tylko).

Dziś córka porównywała ułamki zwykłe.
Wszystko wyjaśnią zdjęcia:






Różowe karteczki zrobiłam sama,
żółte karteczki wydrukowałam stąd: illuminations.nctm.org



.

środa, 15 października 2014

Uwielbiamy wiersze Frączek (Przygoda z książkami)

.



"Gdyby nie było L w alfabecie, 
to nikt by lodów nie lizał w lecie."

Cudny dwuwiersz, prawda? ;-)
Trochę abstrakcyjny, a jednocześnie życiowy ;-)
Trochę poważny (refleksyjny?) i trochę śmieszny ;-)
Krótki, łatwo wpadający w ucho i długo trzymający się pamięci ;-)

- Ciekawy! - powiedziałam z uznaniem* do córki, gdy mi go wyrecytowała przy śniadaniu.
- To nie mój* - powiedziała skromnie córka - To Agnieszki. Frączek.




Uwielbiamy wiersze Agnieszki Frączek i dzisiejszy post poświęcamy właśnie im.
Polecamy wszystkie teksty Frączek! Wszystkie bez wyjątku!
Choć nie wszystkie ilustracje do nich (o czym za chwilę).
Oto książki jej autorstwa z naszej biblioteczki:


Wszystkie te książki przeczytałyśmy, niektóre wielokrotnie.
Większość wspólnie, niektóre każda z nas osobno.
Sporo wierszy córka zna na pamięć.
Nie,  ja nigdy niczego nie kazałam jej się uczyć na pamięć... Po prostu sama miała taką potrzebę :-)

Wiele wierszy jest śmiesznych, wiele ciekawych, a wszystkie wyjątkowe!
Agnieszka Frączek mistrzowsko włada piórem, rymem i rytmem. Uwielbiamy jej poczucie humoru, jej zabawy słowami lub wyrażeniami.
A nawet jej filologiczne wyjaśnienia, które często są zabawne same w sobie.
Frączek napisała m.in. o naszych ulubieńcach - kotach. Napisała wiersze logopedyczne, uczące poprawnej wymowy (np. trzeszczące,
czy ze zbitką sylab z "r"), wiersze o przysłowiach, o idiomach, o homonimach (i homofonach), o dziecięcych lękach. W jej twórczości są wiersze edukujące, rozśmieszające, pocieszające, usypiające, dodające otuchy i wiele, wiele innych. Spod jej ręki (pióra, klawiatury?) swobodnie, lekko, jak gdyby od niechcenia wychodzą perełki! I wydaje się to takie naturalne :-)
Polecamy, polecamy, polecamy!

Pozycje na powyższym zdjęciu są naszą własnością, ale to nie są wszystkie książki Frączek (to poetka bardzo płodna). Wiele jej książek poznałyśmy dzięki bibliotece, ale wypożyczanie ich to groźny proceder, bo zwykle kończy się... zamówieniem ich w księgarni ;-)
Bo my uwielbiamy wiersze Agnieszki Frączek! Mówiłam już o tym? ;-)


Przyjrzyjcie się tym książkom nieco bliżej. Nie tylko na moich zdjęciach i króciutkich recenzjach ;-)
Zachęcam do wizyty w bibliotece, choć - jak wspomniałam - może się to skończyć... zakupami ;-)




Oto książki z naszej półki



I. 
Książki wydawnictwa Bis, które już pojawiły się w Bajdocji:
"Kotostrofy, czyli o kotach strofy"
(o których pisałam tu: Kotostrofy)
oraz
"Kaczuszka Omi niczego się nie boi"
(o której pisałam tu: Kaczuszka Omi i tu: nietoperz-czy-sowa)


"Kotostrofy" są właśnie jedną z tych książek, które najpierw miałyśmy z biblioteki.
Potem zapragnęłyśmy mieć własny egzemplarz. Koniecznie! :-)




II. 
Dwie książki dużego formatu wydawnictwa AWM:
"Przedszkoludki. 100 radości i 2 smutki"
oraz
"Berek literek, czyli psoty od A do Z"


"Przedszkoludki" pojawiły się w naszym domu, gdy córka miała 3 lata i "szykowała się" do przedszkola. 
Mądre, ciepłe wiersze Frączek były wstępem do naszych rozmów o przedszkolu właśnie. O znaczku, o dzieciach, 
o zajęciach, o czekaniu na mamę, o ulubionych obiadach i  innych zwykłych, ale ważnych sprawach małego człowieka ;-)
Córka tak lubi tę książkę, że nadal chce ją mieć w swoich zbiorach, choć już dawno mogłaby oddać w młodsze ręce ;-)
"Berek literek" kupiłam, gdy córka miała 7 lat i zaczynała pierwszą klasę (już w edukacji domowej). 
Ale tak naprawdę zapoznałyśmy się z tą pozycją nieco później. Zawiera wiersze żartobliwe, często z humorem abstrakcyjnym. 
Oprócz wierszy zachwycają nas w tej książce ilustracje Iwony Całej!





III.
Książki z serii "Na końcu języka" wydawnictwa Literatura:
"Byk jak byk. Rzecz nie całkiem poważna o całkiem poważnych błędach językowych",
"Jedna literka a zmiana wielka",
"Gdy przy słowie jest przysłowie"
oraz
"Kelner Kornel i inne wiersze niesforne


Tytuły książek i serii chyba mówią same za siebie, ale zacytuję wydawnictwo: "Seria dla wszystkich, którzy lubią zabawy językiem, 
chcą podszkolić swoją wymowę lub zaimponować nauczycielce, a którym powtarzanie „chrząszcz brzmi w trzcinie… już nie wystarcza." 
Wszystko napisane i zilustrowane mistrzowsko! :-)




IV.
Mamy jeszcze
"Rymobranie" wydawnictwa Wilga
oraz
"Trzeszczyki, czyli trzeszczące wierszyki" w serii "Na końcu języka" wydawnictwa Literatura:


Z "Rymobrania" dowiecie się m.in., co to / kto to jest kamizerka i bykini, drżyrafa i końduktor, potwórko i uforudek.
Intrygujące, prawda? ;-)
A "Trzeszczyki" to...
E, co ja będę jakieś ogólniki (nawet jeśli zachwyty) pisać... Podam Wam konkrety!
Jeden z "Trzeszczyków" zaczyna się tak:
Pośród gęstych chaszczy w puszczy
puszczykowi puch się łuszczy -
gdy się puszczyk troszkę ruszy,
zaraz puszkiem wokół prószy!
a inny tak:
Kura w górę turla rurę,
lula w rurze tarantulę.
Zachęciłam do lektury? :-)




V.
Na koniec zostawiłam dwie pozycje ze specyficznymi ilustracjami.
To "Poczet straszydeł strasznych straszliwie" wydawnictwa AWM
i "Ale heca" wydawnictwa Nowy Świat


Dlaczego napisałam, że to "specyficzne ilustracje"? 
A czy Wam nie wydają się takie?


Nad kupnem "Pocztu straszydeł" zastanawiałam się bardzo, bardzo długo. Odstraszały** mnie właśnie ilustracje :-( 
W żartobliwej formie poetka przedstawia różne wady lub lęki; opowiada m.in. o chwalipięcie, bałaganiarzu, brudasie, złośnicy, marudzie, kłamczuchu, leniuchach. Nic z tego nie jest ładne ani godne pochwały. Rozumiem, że ilustrator nie mógł czytelnika rozczulać, czy wzruszać. Rozumiem, że miał go przestraszyć. A mnie odstraszył (prawie skutecznie). Te ilustracje wydają mi się... hm... przesłodzone? przefajnowane? prze.... sama nie wiem jakie. Powiem wprost: nie podobają mi się :-( 
Czcionka - niestety - też nie jest zbyt przyjazna dla oczu :-(
Dlaczego więc książkę kupiłam? Bo uwielbiamy wiersze Frączek, a wierszy z tego zbioru nie znajdę nigdzie indziej...
Z książką "Ale heca" rzecz ma się zupełnie inaczej. 
Tu autorkami ilustracji są małe dziewczynki (od lat 5 do 7,5). Rysunki są czarno-białe (a raczej brązowo / bordowo-białe) i bardzo proste. Generalnie lubię rysunki dziecięce, ale tu mi coś nie pasuje... Być może zamysł wydawnictwa był inny, ale mnie kojarzy się z oszczędnością. Być może moje wrażenie byłoby inne, gdyby rysunki były kolorowe...


Dla porównania kilka dzieł innych ilustratorów (a są to: Iwona Cała, Małgorzata Flis, Monika Frątczak-Rodak, Artur Gulewicz, Jona Jong, Agata Nowak, Marta Pokorska, Maciej Szymanowicz):





Specjalnie nie piszę, który wiersz z której jest książki, która ilustracja skąd pochodzi, 
bo chcę Was zachęcić do wszystkich wymienionych pozycji! Bo wszystkie są tego warte :-)





Przygotowując ten post zapytałam córkę: "Który wiersz Agnieszki Frączek lubisz najbardziej?",
a córka bez wahania odrzekła: "Hau, pomocy! Wlazły na mnie" i zaczęła recytować (z pamięci) dalsze wersy wiersza "OblEżenie". 
A za chwilę powiedziała: "Lubię też ten o spaniu"; bez zastanowienia sięgnęła po odpowiednią książkę, z której przeczytała mi głośno 
wiersz "Co za noc!". 
Potem jeszcze dodała: "Wszystkie wiersze z "Kotostrof" lubię!".


A po kilku dniach przyniosła mi książkę "Pokłóciły się poetki o pietruszkę i skarpetki, czyli awantura na 48 wierszy
i przeczytała swój kolejny ulubiony wiersz ;-)
Frączek jest współautorką tej książki (jedną z trzech), ale to już chyba temat na osobny post... 
;-)






A dzisiejsze zestawienie książek z wierszami Agnieszki Frączek 
powstało w ramach międzyblogowego projektu  "Przygody z książką".
Poprzednim razem było u nas skromnie, więc dziś wybaczcie mi nadmiar tekstu i zdjęć ;-)

                                               

Ciekawe, co na blogach pozostałych uczestników projektu "Przygody z książką".






* Córka ostatnio napisała wiersz, inspirowany wierszem A. Frączek :-)

** Ciekawy głos w sprawie odstraszających książek znajdziecie tu: Jak-książka-(nie)-powinna-wyglądać.
Post pod tym znamiennym tytułem autorka bloga Projekt człowiek  napisała w ramach projektu "Przygody z książką".



.

piątek, 10 października 2014

Domino dziewiątkowe, czyli o dopełnianiu do 10

.



Rodzicu pierwszoklasisty!
Tak, tak, do Ciebie mówię :-)

Chciałam zwrócić Twoją uwagę na dopełnianie do dziesięciu.
No, wiem, że potrafisz ;-)
Chodzi o to, żeby Twoje dziecko też potrafiło!
Bo to ważne!
To podstawa jakiegokolwiek dodawania i odejmowania, a co za tym idzie także mnożenia i dzielenia.

Trenuj z dzieckiem! A raczej: organizuj treningi dla dziecka ;-)
Najlepiej, gdy nauce pomoże zabawa. Świetnie, gdy oczom pomogą inne zmysły ;-)
Dopełniajcie na kasztanach, żołędziach, kamykach, guzikach, nakrętkach, kredkach, łyżkach i co tam Wam jeszcze przyjdzie do głowy ;-)

A potem zerknij, rodzicu, na posty na ten temat tu: tęcza i tu: ćwiczymy.
Tak, wiem, dość lakoniczne to wpisy, ale zakładam, że Ty umiesz dopełniać do 10 i tylko podsuwam Ci kilka pomysłów
na naukę-zabawę dla dziecka (w sieci jest sporo innych ;-)

Trochę obszerniejszy wpis poczyniłam tu: dodawanie-na-kartach.


A dziś chciałam zachęcić Was (i nie tylko Was) do zabawy dominem.
Ale koniecznie dominem dziewiątkowym.
Zdjęcie chyba wszystko wyjaśnia, prawda? ;-)


I to już wszystko, co chciałam Ci dziś powiedzieć, rodzicu pierwszoklasisty ;-)
Dziękuję za uwagę :-)
Dalej możesz nie czytać  ;-)
Choć ja coś jeszcze dopiszę...
;-)


Zachwyciło mnie to kolorowe domino dziewiątkowe.


Niestety, nie jest nasze. Wypożyczono nam je na dwa tygodnie, więc gramy ;-)
Córka nie koncentruje się na dopełnianiu do 10, robi już bardziej skomplikowane operacje matematyczne. 
Np. ostatnio zliczała wszystkie oczka tego domina, ale nie ot tak po prostu, tylko różnymi sposobami!  ;-)

Z takim dominem pewnie można uczyć się innych rzeczy...
Czy czyta mnie producent / dystrubutor tego ładnego domina? ;-)
Może nawiążemy współpracę? Recenzja (może pomysł?) za domino? :-)
Adres mailowy: bubabajdocja@gmail.com



Pozdrawiam,
Buba z Bajdocji
(czwarty rok ucząca swoją córkę w domu
i zachwycająca się jej postępami matematycznymi)





--------------------------------------


PS. 21 października zostałam obdarowana pudełkiem z takim dominem. 
Dokładnie takie domino sprezentowała mi osoba, której chyba bardzo zależy na moich pomysłach ;-)
Małgosiu, dziękuję :-)







.

czwartek, 9 października 2014

Podpaliłyśmy saszetkę po herbacie...

.


Jak w tytule: podpaliłyśmy saszetkę po herbacie.
Serio!


Saszetka / torebka była podwójna, sucha, opróżniona, rozłożona i równo obcięta (żeby równo stała).
Uformowałyśmy z niej papierowy tunelik i postawiłyśmy pionowo.
Podpaliłyśmy ją od góry, zapałkami.
I co?
Tuż pod koniec spalania saszetka... pofrunęła*:



A potem czarny pajęczynowy spadochronik wolniutko spadał coraz niżej, niżej, niżej...


Powtórzyłyśmy to kilkakrotnie, ale nie każda saszetka pofrunęła...



* Dlaczego pofrunęła?

O wyjaśnienie (na poziomie mojej 10-letniej córki) poprosiłam profesora Lecha Mankiewicza,
który to doświadczenie zaprezentował na obozie naukowym Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci (zerknijcie: youtube).
Oto jego słowa:
Torebka od herbaty jest wykonana z bardzo delikatnej i lekkiej bibułki.
Jeśli (...) ją zapalimy, to strumień ciepłego powietrza idzie do góry, a w to miejsce napływa chłodne powietrze z okolicy. 

Tworzy się więc coś, co nazywamy cyrkulacją. 
Powietrze ma masę (...), a więc bezwładność, i nie zatrzymuje się "natychmiast" gdy tylko ustanie przyczyna, czyli torebka zgaśnie. 
W pewnym momencie paląca się torebka robi się tak lekka (bo większość się już spaliła), że strumień ciepłego powietrza unosi ją do góry. Strumień nie zanika natychmiast po tym jak ustanie mechanizm go napędzający, patrz powyżej.

Na pytanie "Dlaczego czasem to nie działa? Dlaczego nie każda nasza torebka pofrunęła?"
profesor napisał: "Ja bym spróbował ustalić od czego zależy to, czy torebka poleci, czy nie :)"
No to mamy wyzwanie! ;-)


Dziękujemy za wyjaśnienia :-)






.

środa, 8 października 2014

Szkatułka mozaikowa

.


Na wiosennych zajęciach plastycznych z panią M.K.córka wyczarowała tekturową szkatułkę.
Śliczną w swej surowej formie, ale kuszącą, by coś jakoś czymś kiedyś....

No i nastał ten czas - czas metamorfozy ;-)
Czy na lepsze?
Oceńcie sami :-)



A jak i czym?
Najprościej, jak to możliwe: gotowym mozaikowym wzorem z pudełka po chusteczkach ;-)


Pamiętacie mój cykl linków z pudełkami po chusteczkach?
Nie? To zerknijcie np.TU, Tu lub tu, albo po prostu kliknijcie etykietę "pudełka".




.

Malowane łaty ("sprzed laty"?)

.


Kolory jesieni spadły na mnie z szafy.
To malowane łaty, "sprzed laty".


Co za "sprzed laty"? Nie ma takiego wyrażenia!!!

Chociaż łaty są autentyczne i faktycznie nie są dzisiejsze, to wyrażenie "sprzed łaty" jest błędne!
I nie dlatego, że łaty nie aż takie stare, tylko z powodu.... języka polskiego.
A tak!
Kto ciekaw*, niech kliknie tu: obcyjezykpolski.strefa.pl lub tu: portalwiedzy.onet.pl


A w sprawie łat małe wyjaśnienie:
Jesienią 3 lata temu** warsztaty rodzinne w Fundacji Sto Pociech prowadziła plastyczka,
która "wprowadziła nas w świat malowania na skrawkach materiałów".
Dostałyśmy wyprasowane kawałki różnych tkanin (niektóre obszyte) i farby akrylowe.
I malowałyśmy. Czasem na kilku kawałkach jednocześnie.
Efekty powyżej.

Te malowane łaty tak mi się podobają, że nie mam sumienia przyszyć ich gdziekolwiek,
a już na pewno nie jako łaty ;-p




* "Człowiek się uczy całe życie." Zwłaszcza rodzic-edukator domowy ;-)

** Moja córka miała wtedy 7 lat.



.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...